
Śląsk Opolski historycznie był utożsamiany z solidną, fachową siłą roboczą. Region był świadkiem kilku dużych fal emigracji zarobkowej. Nawet w ostatnich 20-latach można zaobserwować pewne trendy, które ukształtowały demografię i potencjał zawodowy regionu. Przed nami jednak dwa poważne wyzwania dla przyszłych pracowników i pracodawców – kryzys demograficzny i ekspansja sztucznej inteligencji. Jak się przygotować na te cywilizacyjne zmiany? Pytamy Macieja Kalskiego, dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Opolu.
Jak dzisiaj można opisać Opolszczyznę pod względem potencjału zawodowego?
– Struktura wewnętrznego rynku pracy jest zróżnicowana. Stopa bezrobocia jest minimalnie wyższa niż w całym kraju, mniej więcej o 1 punkt procentowy, ale jest to zjawisko obserwowane od lat. Wynika z tego, że np. silnie konkurujemy z sąsiednimi regionami, czyli Wrocławiem i aglomeracją śląską. Patrząc nawet historycznie: zawsze wiele osób dojeżdżało do pracy, do ośrodków dobrze skomunikowanych. Zdarza się więc, że młodzież wybiera studia w Katowicach, Wrocławiu i Krakowie, a potem w tych miastach podejmuje pracę. Z kolei Opole przyciąga osoby z mniejszych miast i miejscowości w naszym regionie. W szkołach średnich stolicy regionu blisko 50 procent uczniów to dojeżdżający spoza Opola. Warto tworzyć silne ośrodki edukacyjne w regionie, aby nie tracić tego potencjału.
Jaka jest specyfika gospodarki województwa opolskiego?
– Śląsk Opolski to region, w którym dominują produkcja i – podobnie jak w całym kraju – sektor usługowy. Wyróżniającą się branżą jest Automotive czyli przedsiębiorstwa produkujące części pojazdów silnikowych na Zachód. Gospodarka regionu opolskiego to także silny przemysł spożywczy, chemiczny oraz cementowy. Zakłady tych branż działających na Opolszczyźnie to m.in. Zott, Nutricia, Animex, Zakłady Azotowe Kędzierzyn, Petrochemia Blachownia, czy Cementownia „Odra”. Zakłady te generują dużo miejsc pracy i są raczej stabilne.
Jak to jest z branżą Automotive, rozwija się czy walczy o przetrwanie?
– Branża motoryzacyjna jest dla nas kluczowa i wciąż pojawiają się nowe inwestycje, np.
w Opolu powstaje firma z kapitałem koreańskim, która będzie produkować opony. Inne ważne ośrodki tej produkcji to: Brzeg, Krapkowice oraz Ujazd.
Dane z polskiej gospodarki nie są złe…
– Tak, polskie PKB wzrosło w trzecim kwartale 2025 r. o 3,8 procent i jest to znaczący wzrost, co pokazuje że nasza gospodarka jest stabilna, szczególnie wspierana eksportem, inwestycjami i konsumpcją wewnętrzną. Jeśli jednak eksport się zachwieje, może mieć to reperkusje dla naszego rynku. Trzeba podkreślić, że wszystkie kwestie geopolityczne rezonują również u nas. Znaczące jest, że nasi pracodawcy cały czas chcą się rozwijać przez co szukają nie tylko specjalistów do pracy w swoich firmach, ale także osób z niższymi kwalifikacjami.
Czy Opolszczyzna nadal jest zapleczem pracowników dla zachodnich gospodarek?
– Nie. Jeszcze 20 lat temu wysokie bezrobocie, w granicach 20 procent oznaczało dla młodych poszukiwanie pracy poza granicami naszego kraju. Zaczęli wyjeżdżać do Holandii czy Niemiec. Przypomnijmy sobie także falę wyjazdów osób w różnym wieku na wyspy – do Irlandii i Wielkiej Brytanii. Trudno w tamtym okresie było o pracę w kraju i regionie. Pamiętam, że nawet podczas naborów pracowników do Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Opolu na jedno stanowisko aplikowało 10 osób. Obecnie natomiast widzimy, że więcej osób opuszcza województwo opolskie, niż do nas przyjeżdża.
Jaki jest obecnie najważniejszy trend na rynku pracy?
– Minimalny wzrost bezrobocia w regionie, nawet o 1 procent, nie jest szokiem na rynku pracy. To nadal sytuacja stabilna, choć związana z niepewnością na rynkach i wysokimi kosztami pracowniczymi i operacyjnymi. Nie omijają nas zwolnienia grupowe: miały one miejsce
w walcowni Andrzej w Zawadzkiem, a obecnie zapowiedziane są w Browarze Namysłów. Wojewódzki Urząd Pracy w Opolu jest przygotowany na takie sytuacje i posiada instrumenty pomocowe dla zwalnianych pracowników. Realizujemy projekt dofinansowany przez Unię Europejską pn. „Reorientacja zawodowa dla zwalnianych pracowników”. Jego celem jest wsparcie pracowników zwolnionych z powodu zamknięcia zakładu pracy, zagrożonych lub przewidzianych do zwolnienia. Dotyczy to również osób odchodzących z rolnictwa. Tutaj oferujemy m.in. doradztwo zawodowe, poradnictwo psychologiczne, szkolenia, dotacje na założenie własnej działalności gospodarczej, czy wyposażenie stanowiska pracy. Zapraszam do skorzystania z tej oferty.
Jakie są pomysły na kryzys demograficzny ?
– Jako urzędy pracy nie mamy na to zdecydowanego wpływu. Istnieją jednak co najmniej dwa obszary, w których można podjąć realne działania. Pierwszy z nich dotyczy osób biernych zawodowo pozostających poza rynkiem pracy z powodu obowiązków związanych z wychowaniem dzieci lub osób zależnych, na przykład starszych i schorowanych krewnych. Drugi obejmuje np. osoby w wieku produkcyjnym, również bierne zawodowo, które nie podejmują zatrudnienia z przyczyn mających charakter subiektywny, uważając, że nie sprawdzą się na rynku pracy. Szacuje się, że w Polsce nawet około miliona kobiet pozostaje poza rynkiem pracy z powodu obowiązków związanych z wychowaniem dzieci, w tym także dzieci w wieku szkolnym. Teoretycznie mogłyby one powrócić do aktywności zawodowej, jednak często towarzyszą im wątpliwości dotyczące własnych kompetencji i potencjału. Do tej grupy należą również osoby z niepełnosprawnościami. W tym kontekście warto podkreślić rolę pracodawców, którzy mogliby wykazać się większą otwartością dostosowując warunki zatrudnienia, na przykład poprzez oferowanie pracy w niepełnym wymiarze czasu, na stanowiskach rotacyjnych lub w formie pracy hybrydowej.
Co WUP robi, żeby aktywizować wymienione grupy?
-Realizujemy między innymi projekty unijne zachęcając pracodawców, żeby otwierali się na nieaktywne osoby po 50-tym roku życia, kobiety z małymi dziećmi, czy osoby z niepełnosprawnościami. Oferujemy konkretne formy wsparcia w projekcie “Opolskie pracuje elastycznie”. Jest możliwość doposażenia stanowisk pracy poprzez zakup specjalistycznego sprzętu dostosowanego do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Wsparcie obejmuje także wyposażenie stanowisk pracy zdalnej oraz dofinansowanie do wynagrodzeń zatrudnionych pracowników – nawet na okres sześciu miesięcy. Do takich działań zaczyna się przekonywać coraz więcej pracodawców. Równolegle dążyć można do opóźnienia faktycznego wieku przejścia na emeryturę lub działań by na rynku pracy pojawiły się osoby, które już go opuściły. Mowa tu o emerytach. Wskaźnik zatrudnienia w województwie opolskim osób w wieku 50-89 lat w 2010 wyniósł 27,4 proc., a 2024 – 36,1 proc. Liczba pracujących emerytów w województwie opolskim na podstawie danych z ZUS-u w przeliczeniu na 1000 osób pracujących w gospodarce narodowej, to w 2001 roku – 63, a w 2024 r. – 64 osoby. Jak widać to niski wskaźnik, a przecież osoby te podejmują niejednokrotnie posiadają wieloletnie doświadczenie i odpowiednie kwalifikacje.
Opublikowano najnowszy barometr zawodów. Jakie zawody mają przyszłość, a które są zagrożone?
– Zacznijmy od tego, że Polski Instytut Ekonomiczny sprawdził, jak na kształt rynku pracy wpłynie sztuczna inteligencja. W dwudziestu zawodach najbardziej narażonych na wpływ sztucznej inteligencji zatrudnionych jest obecnie ok. 3,68 miliona osób. Dla porównania liczba pracujących w dwudziestu zawodach najmniej narażonych na wpływ AI wynosi 1,66 miliona osób, co stanowi 10 procent zatrudnionych. Jest to ponad dwukrotnie mniej niż w grupie profesji najbardziej narażonych. W barometrze zawodów widać już nadwyżki takich zawodów jak technik ekonomista – to cecha charakteryzująca nasz region – a także: informatyk, programista czy grafik komputerowy. Sztuczna inteligencja przejmuje bowiem zadania obliczeniowe na bazach danych. Natomiast odnotowujemy wzrost zapotrzebowania na pracę m.in. pielęgniarek, nauczycieli szkół podstawowych, a w naszym regionie wśród zawodów deficytowych są nauczyciele przedmiotów zawodowych. Ogólnie brakuje też specjalistów ds. wychowania małego dziecka, robotników budowlanych, pracowników wykonujących proste prace w przemyśle. Ze względu na szybko starzejące się społeczeństwo nie zabraknie pracy dla opiekunów osób starszych, osób z niepełnosprawnościami, czy specjalistów ochrony zdrowia”.
Jak przy takim tempie zmian trafnie ocenić, jaki zawód będzie przyszłościowy? Czy to w ogóle możliwe?
– Dzisiaj nie można definitywnie przewidzieć, jakie zawody znikną, a jakie się pojawią. Rynek pracy jest bowiem dynamiczny. Według prognoz Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości przyszłościowe zawody będą związane z rynkiem energii odnawialnych, medycyną oraz rozwojem technologii, ale także biotechnologią, logistyką czy dietetyką. Na pewno pracy nie zabraknie dla branży budowlanej, spedycyjnej oraz w zawodach technicznych i produkcyjnych. Zawody bardziej narażone na rozwój technologii niż inne to kasjerzy, pracownicy biurowi czy konsultanci telefoniczni Powinniśmy szukać nowych umiejętności, być otwarci i konkurencyjni, aby odnaleźć się na zmieniającym się rynku pracy. Doskonałym przykładem jest rolnictwo. Jeszcze dwie dekady temu wielkim problemem była liczba osób odchodzących z rolnictwa. Dzisiaj w rolnictwie brakuje siły roboczej więc branża się automatyzuje i za kilka lat stanie się w dużej części bezobsługowa.
Na czele przyrostu zapotrzebowania zawodów znajdują się “specjaliści z dziedzin społecznych. O kogo chodzi?
– Obecnie do zawodów deficytowych należą psychologowie i terapeuci. Barometr wskazuje tzw. “pracowników społecznych”. Specjaliści z dziedzin społecznych to osoby zawodowo zajmujące się badaniem, nauczaniem lub wspieraniem ludzi w sprawach społecznych, kulturowych czy moralnych. Żyjemy w trudnych czasach i coraz częściej potrzebujemy wsparcia drugiej osoby. Społeczeństwo się starzeje i rośnie także zapotrzebowanie na usługi opiekuńcze. Będziemy zatem w większym stopniu wymagać pomocy innych. Do tej pory robiły to nasze dzieci, ale model rodziny się zmienia.
Te wszystkie zjawiska, o których rozmawiamy powodują, że w środowisku pracy funkcjonuje wiele pokoleń. Boomersi i Gen Z w jednej firmie. Lubi pan takie szufladkowanie?
– Stereotyp mówi, że starsze pokolenie żyło, żeby pracować, natomiast młodzież pracuje po to, żeby żyć i realizować swoje pasje. Nie do końca przekonuje mnie ten rodzaj generalizowania. Rzeczywiście jednak dzisiejszy rynek pracy tworzą osoby w różnym wieku, pracujący w tym samym miejscu. Na zespół trzeba patrzeć jako na zbiór ludzi, z których każdy ma inne umiejętności. Ważne, żeby zespół się dogadywał i współpracował ze sobą. Wiele mówi się ostatnio o tym, że starsi pracownicy powinni uczyć młodszych, ale także młodzi mogą wiele nauczyć tych starszych. Uczymy się nie tylko w szkole, ale przez całe życie.
Imigracja zarobkowa. Na ile łagodzi skutki niedoborów siły roboczej?
– Pracodawca aby się rozwijać musi sprzedawać swoje produkty lub usługi, a do tego potrzebni są pracownicy. Pracodawcy zgłaszają braki, których nie mogą pokryć lokalnymi czy krajowymi zasobami, więc sięgają po pracowników cudzoziemskich, posiadających prawo do pracy w Polsce. W naszym regionie zdecydowana większość pracujących cudzoziemców pochodzi z Ukrainy. Przed wojną było ich około 20 tysięcy, głównie mężczyzn. Teraz jest dużo kobiet, także z dziećmi. Liczba obcokrajowców wzrosła obecnie do 26 tysięcy i minimalnie spada w naszym regionie w stosunku do reszty kraju. Rozmawiam z pracodawcami, którzy mówią: jeżeli nie będę miał w swoim zespole 20 Ukraińców czy 10 Kolumbijczyków, to nie wykonam zleceń na czas. W skali kraju brakuje rąk do pracy i tutaj obywatele spoza Unii Europejskiej doskonale się sprawdzają, bo chcą podejmować różnorakie prace, których pracownicy z Polski nie chcą wykonywać z uwagi np. na niską płacę lub obciążenie fizyczne. Wpływy składkowe z tytułu pracy cudzoziemców wzrosły wielokrotnie na przestrzeni kilku lat. W 2018 roku do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych trafiło z tego tytułu około 4,3 miliarda złotych, natomiast w 2024 było to już 18,5 miliarda złotych, czyli prawie sześć procent całkowitych wpływów FUS. Według danych z ZUS liczba cudzoziemców objętych ubezpieczeniem emerytalno-rentowym wzrosła z 570 tysięcy w 2018 r. do 1,2 miliona w połowie 2025 r. Jak widać: cudzoziemscy pracownicy na polskim rynku pracy to fakt i potrzeba.
Jak przebiega współpraca WUP z edukacją?
– Korzystając z dofinansowania z Unii Europejskiej, realizujemy duży projekt z wszystkimi powiatami województwa oraz z Opolskim Centrum Edukacji, Opolskim Centrum Rozwoju Gospodarki i Instytutem Śląskim pn. „Wsparcie rozwoju nowoczesnego kształcenia zawodowego, szkolnictwa wyższego oraz uczenia się przez całe życie”. Jest to projekt skierowany zarówno do osób dorosłych chcących poszerzyć swoje kompetencje poprzez szkolenia lub chcących zmienić zawód, jak i uczących się i jednocześnie stojących u progu pierwszych wyborów związanych z życiem zawodowym. Naszym celem jest pobudzić współpracę między edukacją na szczeblu gminnym i powiatowym. Chcemy zaangażować kolejnych pracodawców lokalnych, aby weszli ze swoimi ofertami do szkół średnich i branżowych. To tam pracodawcy mogą znaleźć swoich przyszłych pracowników. Nie każdy chce po ukończeniu szkoły średniej iść na studia, choć uczelnie starają się być konkurencyjne i przyciągać młodzież ofertą edukacyjną. Coraz częściej jednak młodzi ludzie po ukończeniu edukacji w szkołach ponadpodstawowych chcą od razu podjąć pracę.
Kształcenie zawodowe. Jak dzisiaj wygląda?
– Odbudowa szkolnictwa zawodowego jest w fazie rozkwitu. Pojawiają się coraz lepiej wyposażone szkolne pracownie, klasy patronackie oraz różnego rodzaju praktyki. Jeżeli młodzież widzi, że ma szanse na dobrą pracę i przyszłość zawodową, to zostanie w regionie. Wówczas nie będzie wyjeżdżać do pracy do większego miasta lub za granicę.
Dziękujemy za rozmowę.
